Joga to nie cyrk: dlaczego lepiej ćwiczyć rzadziej, ale regularnie

Joga to nie cyrk: dlaczego lepiej ćwiczyć rzadziej, ale regularnie

Wielu z nas wchodzi na matę tylko wtedy, kiedy czuje się na to gotowych. Kiedy ciało jest lekkie, głowa jasna, a energia sama pcha nas do przodu. Wtedy joga jest przyjemnością, popisem, momentem, w którym wszystko się udaje.

Ale to nie jest prawdziwa joga.

Nie chodzi o to, żeby czuć się świetnie

Prawdziwa praktyka zaczyna się właśnie wtedy, kiedy nie mamy na nią ochoty. Kiedy jest nam źle, kiedy ciało jest ciężkie, kiedy w głowie panuje chaos, kiedy energii brakuje albo wręcz przeciwnie: czujemy w sobie mega power.

Ćwiczymy w każdym z tych stanów. Nie dlatego, żeby je zmienić na siłę, ale żeby je zobaczyć.

Obserwacja, która zmienia wszystko

Kiedy wchodzimy na matę regularnie, niezależnie od samopoczucia, zaczynamy dostrzegać coś ważnego: te stany się zmieniają. Przychodzą i odchodzą. Dziś ciało jest sztywne, jutro otwarte. Dziś umysł jest niespokojny, za tydzień spokojny.

To właśnie ta obserwacja jest sednem praktyki. Nie przywiązujemy się do żadnego z tych stanów, bo widzimy, że żaden z nich nie jest stały. Uczymy się nieprzywiązania: nie tylko do stanów ciała, ale i umysłu.

Dystans, który zabieramy poza matę

Ta umiejętność nie zostaje na macie. Uczymy się dystansować od naszych przeżyć w codziennym życiu. Zły dzień w pracy, trudna rozmowa, chwila zwątpienia. Widzimy je jako to, czym są: przemijające stany, a nie naszą tożsamość.

I to daje coś bezcennego: wewnętrzną wolność i pogodę ducha, która nie zależy od tego, co akurat czujemy. Bo zmienne stany będą zawsze. To jedyna stała. Wolność polega na tym, żeby przestać się do nich przywiązywać.

Dlatego regularność, nie intensywność

To jest prawdziwa potęga jogi. Nie efektowna poza na macie, nie idealny dzień, w którym wszystko się udaje, a cierpliwa, regularna obecność, dzień po dniu, niezależnie od tego, co przynosi.

Ćwicz krócej. Ćwicz rzadziej, jeśli musisz. Ale ćwicz regularnie i pozwól sobie zobaczyć, jak zmienne stany przychodzą i odchodzą, aż w końcu przestaną Cię trzymać.