Początki i powroty na matę są najtrudniejsze. I to jest NORMALNE.

Początki i powroty na matę są najtrudniejsze. I to jest NORMALNE.

Często, gdy zaczynamy wyjazd albo gdy ktoś wraca do praktyki po długiej przerwie, słyszę od Was, że jesteście przerażone tym, w jakiej jesteście formie. I właśnie dlatego chcę Wam dziś powiedzieć wprost: to jest absolutnie normalne i nieuniknione. Kiedy sama zaczynam intensywny trening po sezonie wyjazdów, ten moment: moment startu jest dla mnie najtrudniejszy ze wszystkich.

Dzieje się tak z dwóch konkretnych powodów.

W jodze zaczynamy od strony naszych słabości.

Zamiast wzmacniać to, co i tak jest naszą mocną stroną, do czego jesteśmy przyzwyczajone w sporcie, gdzie trenujemy to, co lubimy i w czym jesteśmy dobre – najpierw widzimy to, nad czym musimy pracować. To, co wymaga naszej uwagi, ale przede wszystkim: naszej czułości.

Często najtrudniejsze pozycje na macie stają się z czasem naszymi ulubionymi. I fenomen tego polega na czymś głębszym: cierpliwie i w spokoju pracując nad swoimi słabościami na macie, budujemy ogromną rezyliencję poza nią: w naszym codziennym życiu. Kiedy przychodzi problem, zamiast panikować, jesteśmy w stanie podejść do niego ze spokojem. Właśnie tego uczy nas praca z własną słabością.

To nie jest tak, że na jodze odkrywasz, że wszystko w Twoim ciele wymaga pracy. To jest odmrażanie.

Na jodze zaczynasz oddychać świadomie. Zaczynasz przyglądać się odczuciom w swoim ciele i naprawdę je czuć. To, co było spięte i odsunięte na bok w codzienności, nagle dostaje uwagę. I zaczynasz czuć, co naprawdę blokujesz i chowasz w swoim ciele, które pamięta i koduje każde Twoje przeżycie.

A to znaczy, że właśnie zaczyna się Twoja droga zdrowienia.